Narty i resztki zimy

niedziela, 2 marca 2014
data:post.title





Dzisiaj trochę o mojej miłości do nart. Tak to trzeba nazwać, bo jeżdżę na nartach całe życie i wciąż mnie to cieszy, ekscytuje i pobudza wydzielanie adrenaliny, kiedy stoję na szczycie góry, najlepiej takiej stromej. Uwielbiam ten wiatr na policzkach podczas jazdy, tą prędkość, ten ból mięśni i szybki oddech, kiedy jestem już po zjeździe i stoję na dole stoku. I co najważniejsze, te spojrzenia, w których widzę (jeszcze) uznanie. Tak, jestem dobra „w te klocki”. Na swym koncie mam kilkanaście pucharów i medali, czasem nawet udało mi się wygrać z narciarzami, którzy trenowali w klubach co uważam za duży sukces, no i jestem instruktorem. 
Czemu o tym piszę? Bo właśnie wróciłam z Zakopanego, gdzie jeszcze udało mi się złapać zimę, znaleźć trochę śniegu i pojeździć. W prawdzie kondycja nie ta, ale radość wciąż ta sama :-)


Oczywiście na stoku obowiązują żywe kolory i koniecznie kask! Może nie jest to ulubione nakrycie głowy każdej damy, ale bezpieczeństwo przede wszystkim:-) Z resztą  ja się szybko przyzwyczaiłam.
 
Góry, mimo braku prawdziwej zimy, prezentują się pięknie, a ja byłam w swoim żywiole :-)