„Ostre cięcie” czyli „telewizja kłamie”!

wtorek, 1 września 2015
data:post.title




Z pewnością znacie program „Ostre Cięcie”  prowadzony przez Andrzeja Wierzbickiego i Tomasza Schmidta, którzy szczycą się swoimi sukcesami we fryzjerskim rzemiośle. Program ma za zadanie zrewolucjonizować salony fryzjerskie „prowadzone według reguł, które panowały kiedyś” - jak to określił pan Andrzej na antenie telewizji śniadaniowej.
 
Guru fryzjerskiego fachu w swoim programie uświadamia  personel salonów uczestniczących w programach, co jest podstawą sukcesu w tym biznesie. Podkreśla znaczenie:
1. jakości usług – szkolenia personelu,
2. zdrowia włosów,
3. komunikacji interpersonalnej – czyli dbałości o relacje z klientem.

Taka Magda Gessler dla fryzjerów.

Ale! Ale! Czy pan Andrzej zdaje sobie sprawę, że widzami jego programu są głównie klienci salonów fryzjerskich i czy jest świadom, że każdy teraz wie jak powinien być potraktowany przez profesjonalnego fryzjera?
Sprawdziłam na własnej skórze, a raczej głowie, jak się sprawy w rzeczywistości mają.
Kiedy przyszła pora na zmianę mojej fryzury z pełną aprobatą przyjęłam sugestię mojej córki, abym tym razem poszła do salonu "Wierzbicki Pracownia Fryzur" we Wrocławiu.

Zawsze jestem przerażona jak nożyczki „latają mi koło ucha”, stąd szczególnie kusząca była dla mnie obietnica miłej, relaksującej atmosfery. Ponadto zależało mi na dobrej fryzurze na Modowe Targi w Poznaniu. W końcu profesjonalizm gwarantowali Wierzbicki & Schmidt, a przecież „noblesse oblige”.
Ustaliłam precyzyjnie termin co do godziny i cenę.
Jestem 5 min przed czasem. A tu pierwsza niespodzianka „małe opóźnienie”.
Phi „małe” – pół godziny!
Na pocieszenie dostałam pół szklanki ciepłej wody. Jak się okazało to miało mi wystarczyć. Wprawdzie zapytana o dolewkę odpowiedziałam, że chętnie ale nie podano mi jej. Może zapomnieli, a może podnoszą poziom wody w Odrze - akcja susza!?
Siedziałam zatem o przysłowiowym suchym pysku, choć upał był niesamowity i nikt nie raczył mi powiedzieć jak długo to potrwa. To by się zgadzało, z ideą programu „Ostre cięcie” to rzeczywiście było bardzo ostre, oschłe = nowatorskie podejście do klienta!

Wreszcie przyszedł do mnie pan K. - mój fryzjer.  
Sam szef zapewnił mnie, że jestem w dobrych rękach. Opowiedziałam czego oczekuję, na co pan K. bąknął coś pod nosem i zabrał się do cięcia. Nie powiedział mi co zrobi i jakiej długości będzie efekt końcowy. Gdy podcinał końcówki włosów, zapytałam grzecznie czy mi je bardziej skróci. „A co ja robię?” - usłyszałam.
No i czar prysł, tyle z miłej rozmowy, znaczy nadal po nowemu!
Fryzura skończona.
Nie do końca pewna co mam na głowie wyjmuję kartę żeby zapłacić, a tu kolejne niespodzianki: „Ooo, nie poinformowałem pani, że u nas płaci się tylko gotówką?”

NIE! Nie poinformował mnie pan! W dodatku cena wyższa niż zapowiadana :/.
Z duszą na ramieniu, strasznie wkurzona, stanęłam w domu przed lustrem.
Fryzura okazała się (na szczęście) akceptowalna. Gdyby nie ten cały „profesjonalizm i nowoczesność” pewno uznałabym ją za ładną. A tak został mi wyjątkowy niesmak i po raz kolejny przekonałam się, że „telewizja kłamie”!:)

P.S. Życząc panu Andrzejowi Wierzbickiemu dalszych spektakularnych sukcesów zawodowych, wdzięczna za ocalenie mojej fryzury i z nadzieją, że moje zdjęcie nie znajdzie się na tablicy „tych klientów nie obsługujemy” pozostaję z wyrazami...