"Minimalistyczny" płaszczyk

poniedziałek, 14 kwietnia 2014
data:post.title





Uwielbiam takie „minimalistyczne” płaszczyki! 
Prosty bez żadnych upiększeń, a wzrok przyciąga. Zawsze tak miałam. 

Pamiętam jak, jeszcze na studiach, byłam w Londynie i zobaczyłam na wystawie biały, prościutki płaszczyk. Miał tylko stójkę, wpuszczane kieszenie i pasek do przewiązywania. Był biały i taki jak... kocyk. Cudny!!! I chociaż był przeceniony o połowę, to i tak w tych czasach był dla mnie drogi. Chodziłam koło niego, chodziłam, aż w końcu ...  przekonałam wujka, żeby mi go kupił ;) Jak wróciłam do domu, z dumą pokazałam go mamie, a ona: no śliczny, ale taki niepraktyczny!  Co to miało za znaczenie, kiedy to był mój wymarzony płaszczyk!? Po jakimś czasie się przekonałam, kiedy oddałam go do pralni – wrócił już nie ten sam. Serce mi się kroiło, ale nie zniechęciłam się do prostych i „niepraktycznych” płaszczyków :-)

Stylizacja, jak widzicie jest bardzo prosta: żorżetowa sukienka vintage w kwiaty (czyli na topie:) ), płaszczyk o prostym kroju, trochę w stylu Audrey Hepburn, szpilki nude, które już znacie i koralowy akcent - torebka. Bez szaleństw, a jednak … 













      fot. Olimpia Rakowska   

płaszczyk - Zara, sukienka - NN, buty - Aldo, torebka - Gino Rossi