Oddaję głos młodym !

środa, 2 listopada 2016
data:post.title




 źródło: tu


Prawda czy fałsz???




Daj lajka!

Zegar tyka, zmarszczki jeszcze głębiej warstw ostatecznych chwytają się skóry. Słyszeć głos w głowie, mieć wizje na samego siebie. Ale co to, co to, przecież inaczej miało być? Mleko skwaśniało, beza opadła, herbata wystygła. Przecież inaczej wyobrażała sobie Matylda dzień wolny od pracy w najwspanialszej korporacji w mieście. Na stażu tam "pracuje". Kartki puste kseruje. Kawę podaje. Modną kawę. Smaczną kawę. Kawę z najdalszych zakątków południowej Gwatemali. Nie tak miało to wszystko być. To pierwsza taka jesień gdy wspaniała dziewczyna nie ma do powiedzenia zupełnie nic. Nie doczytała streszczenia lektury szkolnej, nie dopiła brunatnej cieczy z papierowego kubka.
Nie zdążyła na promocyjne ceny w jednym z ulubionych butików. Wszystko się pogmatwało. Spłaszczyło.

Matylda. Przeciwniczka obdzierania królików z futra, zapalona aktywistka na rzecz ratowania głodnych dzieci w Afryce. Matylda, fanka drogich perfum i tuszu do rzęs testowanego na zwierzętach. Dziewczyna z sąsiedztwa, histeryczka, bulimiczka. Istota ludzka, która nie jest w stanie strawić 30 hamburgerów zakupionych w jednej ze słynnych restauracji pod złotymi łukami. Samochodem matki podjechała. Samochodem w leasingu. Na kredyt. Do tego dietetyczny napój, żeby utrzymać półświadomość w poczuciu istnienia i trzymania się ram narzuconych przez ulubione pisma o modzie, przygodzie i seksie. Toku zdarzeń Matylda nie pamięta. Z przeciążenia, od trzasku zerwanego przełyku przytomność straciła. Matylda. Studentka zaoczna modnego kierunku studiów na jednej z niepublicznych uczelni, która plasuje się w rankingu na II miejscu najlepszych szkół w Polsce. Matylda. Kreatorka czarnych outifitów na każdy dzień tygodnia, miesiąca i roku. Perfekcjonistka kłamstw.

Nie tak przecież miało być.  Na skróty chciała żyć. Znajomości - instant podtrzymać chciała. Wszytko chciała. Niczego nie dostała. Laleczka porcelanowa z krawędzi półki życia spadła. Się roztrzaskała.
A przecież, nie tak miało to wyglądać, nie tak miało być. Półśrodki, jedwabniki w kieszeni chciała hodować. Chciała wrzątkiem usta zalać, by czuć smak reklamowanej herbaty w silikonowym woreczku. Modnie miało być. Wystrzałowo. Kolorowo. Zostało nijak, beznamiętnie i pokracznie.

Teraz Matylda na bloku D zatrzymała się na chwilę. Na "łolu" napisała, że przebywa na turnusie dla najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia. Aktora z niej żadna. Trzecioplanowa. Statystka
i pozorantka. Nie przeczytała scenariusza z życia, czytać ze zrozumieniem się nie nauczyła, snapowaniem nazbyt zajęta była. Matylda. Koleżanka wspaniała, ta sama co pozwala na dotyk obcego w toalecie. Na III piętrze w jednym z centrów handlowych dotykać się dawała. Na nowy telefon z kamerą na przedzie pieniążki zbierała. Kupiła.

Na kredyt, na zdrapkę, na chwilę i "pojutrze oddam" Matylda jest. Jutro nie istnieje. Jeszcze szybciej Matylda chce. Gdy tylko wróci do swojego pokoju, od razu podłączy się do WI-FI i podzieli fikcyjną przygodą z równie fikcyjnymi przyjaciółmi. Matylda. Słodka idiotka. Trzpiotka i kretynka.

Znana i uwielbiana. Dasz lajka?



                                                                            K.