Oddaje głos młodym! :)

poniedziałek, 19 grudnia 2016
data:post.title
     źródło: Tu


"Dziś felieton ma nieco bardziej ckliwy ton. Pozostając w opozycji do humorystycznych fraszek i opisywania politycznych bełkotów, napawam się rozkoszą wspomnień o ludziach - człowieku, który sprawiał, że Świat stawał i staje się piękniejszy. Zdecydowanie warto wspomnieć o kim, kto zasługuję na chwilę celebracji"

... nic dodać, nic ująć ! Zapraszam :)





1991.
W osamotnieniu, ledwie oddechu świszczącym. Tam, gdzie kończy się płaskiej ściany granica, zaczyna jej siostry dalsza trasa. Na równi pochyłej, u kresu sił. Tam, człowiek o zapadniętej twarzy, zmarzniętych dłoniach, poszarzałej skórze. Już nie głosu i wdzięku mistrz. Już nie obiekt seksualnych uniesień, nie idol, nie pasterz. Już nawet nie ułamek samego siebie sprzed lat. Już nikt.
To było tak dawno temu, tak dawno, że dinozaury mogłyby pisać o tym w pamiętniku. Wtedy to nawet nie było Internetu. W tym miejscu chwila ciszy i osamotnienia. Tak, nie było kiedyś sieci i portali społecznych, a ludzie żyli i mieli się całkiem dobrze. Skoro już wystrzeliliśmy z procy w czasy odległe, gdzie meblościanka, magnetofon na kasety i gra w gumę oznaczały wyższy status społeczny, rozpoczniemy tę historię. A tak, jeszcze maluch w garażu, dresy ze Stadionu i obowiązkowo - walkman, kolekcja karteczek i mleko skondensowane z tubki.
Coś tam w telewizorze o kineskopie większym niż głowa sąsiada spod piątki mamrotało czasem.
Coś tam świergotało i po godzinie 18:00 brat wymachiwał rękami i nogami stojąc naprzeciw owego kineskopu wrzeszcząc wniebogłosy opętany ekstazą. Muzyka? Owszem, była. Mocno niezrozumiała, ledwie się zaczynająca, a już przechodziła w kolejne oktawy i urywała interwał. Ktoś wrzeszczał, ktoś głośno zdzierał gardło. Przyjemnie ktoś przechodził z kolejnej nuty w następną. Ta niewiedza i brak poczucia zrozumienia były okrutne. Palące wręcz pragnienie poznania przyjemnej muzyki skłoniło człowieka młodego do sięgnięcia po książki, czasopisma i egzemplarze wydań miesięczników o tematyce muzycznej. A tam...
Dziwak. Geniusz. Homoseksualista! Mieszanka benzyny z miodem, a na deser ostre szkło i zardzewiałe gwoździe podane w puszystej i cudownie wypieczonej muzycznej bezie. Megaloman, uwodziciel, łamacz serc (damskim i męskich), całkowicie idealny operowy i rockowy głos.
W pamięci jedynie żółta kurtka, statyw na 3/4 długości, angielski  akcent i energia wypływająca teraz już z kolorowego odbiornika telewizyjnego. Musiało minąć wiele czasu, by zrozumieć, by wrócić do poznawania perfekcyjnie skomponowanych utworów, do tekstów o miłości, cierpieniu, ku chwale życia.
I nie przeszkadza mi fakt, że życie jego było przewrotne, pozbawione moralności i na granicy szaleństwa. Wstydzę się jedynie faktu, że gardziłem jako ignorant przez wiele lat takimi wielkimi nazwiskami. Na całe szczęście pokłady wrodzonej pokory pozwoliły mi na uklepanie w głowie jak wiele straciłem. Na całe szczęście dostęp do muzyki w wersji cyfrowej dziś jest nieograniczony i mogę rozkoszować się totalnie i bezbłędnie fantastycznym głosem. Wzruszać się, cieszyć i poznawać jego historię na nowo, pomimo tego, iż dawno temu odszedł z tego Świata po batalii z nieuleczalną chorobą.
Na zawsze w sercach fanów.
Freddie Mercury. 


                                                                       K.