niedziela, 28 lipca 2013

Start again


Kiedy po namowach wielu osób podjęłam wreszcie kilka pierwszych kroków do tego, by prowadzić własnego bloga wyobrażałam sobie, że to będzie czysta przyjemność. Miałam wizję tworzenia własnego wirtualnego świata, w którym znajdę odskocznię od codzienności i ujście dla mojej fantazji, przez którą czasem daję popalić mojej rodzinie. Niestety szybko zeszłam na ziemię bo mimo, że moje starsze dziecko już wyfrunęło z gniazda i za nami są szaleństwa przygotowań ślubno – weselnych, to  matura młodszej córki,  prowadzenie domu i tabuny gości, które jak nigdy przedtem zaczęły przewijać się przez nasz dom (za co odpowiedzialna jest z kolei fantazja mojego kochanego męża) sprawiły, że nagle przyszedł lipiec a na bloga nie trafił ani jeden nowy wpis. Na swoją obronę powiem, że przez ten czas wymyśliłam i zrealizowałam kilka udanych projektów stylizacyjnych (?), do których nie zaliczam ogolenia sierści mojej kotki - dachowca, chociaż początkowo wydawało się to świetnym udogodnieniem dla kota na letnie upały i sposobem na pozbycie się problemu kłaków w domu. Powiem krótko: to był MIT, który skutecznie obaliłam! Kot wyglądał jak chudy szczuro-pudel i myślałam, że mnie znienawidzi na zawsze. Szczęśliwie nasze stosunki wróciły do normy po kilku miskach karmy „z górnej półki”, którą zaserwowałam jej na przeprosiny.
Pozostałe projekty przedstawiam z dumą! 



    
Kupiłam w sklepie 100 guzików - ostatnie sztuki -  i przyszyłam na poduszki takie do żakietów, obszyłam złotą tasiemką i gotowe: 

  tak wygląda przy złotym żakiecie 

              
            a tak przy białym 
 

jakiś wielkich talentów krawieckich może nie posiadam ale prostą bluzkę oversize dałam radę uszyć - i tak powstały dwie: różowa i zielona:       


 


kołnierzyk zrobiłam już dawno a zainspirował mnie kawałek filcu, który kupiłam w drogerii