Modowe podróże - Mediolan ...

niedziela, 1 września 2013
data:post.title


Od kiedy dzięki Internetowi i tanim liniom lotniczym świat skurczył się do rozmiarów globalnej wioski, Europę można by porównać do garderoby Carrie Bradshaw z serialu „Sex w Wielkim Mieście”, gdzie na wyciągnięcie ręki mamy różnorodność fasonów i kolorów,  które prezentują nam się na ulicach miast i wystawach sklepów. Przekonałam się o tym dwa lata temu w Paryżu, kiedy postanowiliśmy rzucić w kąt przewodnik po muzeach, zabytkach, innych wspaniałościach miasta zakochanych i postanowiliśmy zobaczyć Paryż – „stolicę mody”. Niektórzy mogą uznać to za zmarnowany czas, bo Paryż to przede wszystkim stolica kultury, ale to była nasza kolejna wizyta w tym mieście więc uznaliśmy, że wolno nam i już :-) Z tego wyjazdu przywiozłam torebkę Burberry z kolekcji wiosna – lato 2012, która stanowi wisienkę na torcie dla wielu moich stylizacji.
Zmotywowane paryskimi zakupami, pół roku później wylądowałyśmy z Mają w Mediolanie, gdzie chodząc po ulicach czułam się jak na wybiegu. Marzyły mi się buty od Prady i po długim namyśle zdecydowałam się na sandały z czarnego zamszu, które w ciągu ostatniego roku ubrałam może trzy razy.  Nie, wcale nie przestały mi się podobać! Ja po prostu jestem takim chomikiem, który oszczędza ciuchy i buty na tzw. „specjalną okazję”. Do niedawna oszczędzałam nawet piżamy i w domu spałam w rzeczach, które dawno powinnam przeznaczyć na szmaty za to ładne piżamy chowałam np. na wakacyjne noclegi w hotelu - jakby moje własne łóżko nie było dość dobre. Ale to się zmieniło i w pozostałych dziedzinach również robię postępy.
Wreszcie w tym roku wybrałyśmy się do Barcelony. Bardzo lubię Hiszpanię za flamenco, tapasy i za sklepy ZARA, które jak większość wie powtarzają się tam kilka razy na jednej ulicy i są tańsze niż w Polsce. Jednak nie zaliczam tego wyjazdu do najbardziej udanych. Już w metrze po przyjeździe zostałam okradziona … ale tylko na ok. 5 minut, bo niesamowitym szczęściem i dzięki własnej desperacji  odzyskałam swój portfel  i dokumenty. Osoba, która mi je ukradła najpewniej poczuła się osaczona przez moją łamaną angielszczyznę, efektowną gestykulację i licznych świadków tego wydarzenia.
Najlepsze zakupy zrobiłyśmy po powrocie z Barcelony – w sklepie COS w Poznaniu gdzie lądował nasz samolot.
A jak Wy podróżujecie? Skupiacie się tylko na atrakcjach turystycznych, czy także poświęcacie jeden dzień lub chociaż kilka godzin na zwiedzanie ... sklepów?
I co myślicie "chomikowaniu" ubraniowych skarbów? Proszę powiedzcie, że nie jestem jedynym takim egzemplarzem!:)


Ponieważ zdjęć mam dość dużo, teraz przedstawię tylko te z Mediolanu, a w kolejnym poście - z Barcelony. :-)  



















A to mała, malutka cząstka tego co możesz tam zobaczyć