czwartek, 15 maja 2014

Ogród Japoński




Czy znacie Ogród Japoński we Wrocławiu? Jeżeli ktoś był to powie, że jest piękny! Piękna roślinność, strumyki, mostki... po prostu urokliwe miejsce. To prawda, ale jest to teren ogrodzony i żeby tam pospacerować trzeba wejść od konkretnej strony, przez bramkę, kupić bilet i zwiedzać. No właśnie: ogrodzenie, bramka, bilety – pewnie większości wydaje się to normalne ale dla mnie to już nie ogród, to teren do zwiedzania. I pomimo, że jest tam tak pięknie to nie jest to już moje ukochane miejsce. 

Na Sępolno przeprowadziliśmy się wiele, wiele lat temu, jak była to cichutka dzielnica z niewielką ilością mieszkańców, którzy niemal jak w wiosce, wszyscy się znali. Byłam jeszcze dzieckiem i oderwanie mnie od Centrum wcale mnie nie cieszyło. Wszędzie daleko, nie było podwórka, mało dzieci...  jednym słowem – nuda. Siedziałam w oknie i zawiedziona patrzyłam na pusta ulicę. Kiedy mieszkaliśmy w Centrum godzinami przesiadywałam na parapecie i przyglądałam się ruchliwej, pełnej ludzi ulicy, a tu - pustki! Z czasem znalazłam sobie koleżanki i jedynym sensownym miejscem do zabawy był park – Park Szczytnicki, a w nim Ogród Japoński. Nie był ogrodzony i też nie był tak zadbany. Ale był mostek, były tajemnicze ścieżki, pagoda - domek na wodzie (wprawdzie bardzo zniszczony, ale był), kamienie, po których się skakało i ta roślinność, mieniąca się o tej porze wszystkimi kolorami. Można było w każdej chwili wyjść, posiedzieć, poczytać książkę, podumać. Nie przewalały się tam tłumy zwiedzających, a obok mostka, sprzedawał swoje obrazy Stanisław Przewłocki, z którym bardzo lubiłam sobie porozmawiać. Kiedyś wracając ze szkoły przez park właśnie tam spotkałam Krzysztofa Krawczyka :) Tak, kiedyś było to bardzo klimatyczne miejsce, teraz to teren do zwiedzania.  I powiem Wam -  brakuje mi tego nieco zdewastowanego ogrodu, ale ogrodu z duszą.

Stylizacja – sesja odbyła się właśnie w Ogródku Japońskim i nie było to takie proste, bo chociaż był to środek dnia i tygodnia, ludzi nie brakowało.  Sama stylizacja utrzymana jest właściwe w trzech kolorach: zieleń, czerwień i czerń. Wzorzystą spódniczkę, właśnie w tych kolorach, połączyłam z czerwoną bluzką i zieloną marynarą. Dodatki – buty i torebka, również w tych kolorach, uzupełniają całość. Trochę odbiegłam od modnych pasteli, które mogły się już opatrzeć, ale taka kolorystyka wydaje mi się ciekawa i niebanalna, nieprawdaż?










   
    fot. Olimpia Rakowska  


marynarka - Simple, bluzka - Massimo Dutti, spódniczka - BGN, buty - Zara, torebka - Wittchen