czwartek, 20 sierpnia 2015

20 sierpeń 2015r.

                                                                                     

Są takie dni, że wszystko się najnormalniej pieprzy! I wtedy jestem pewna, że "złośliwość rzeczy martwych" to fakt a nie żadne powiedzonko!
No bo sami powiecie: dzisiaj rano z wielką ( no może trochę przesadzam) radością zabrałam się za dzisiejszy obiad, na który zamierzałam zrobić pomidorową i kotlety schabowe. Nic nadzwyczajnego, wręcz standard. Wywar już miałam gotowy, więc pomidorowa to pryszcz. Z tym, że moja pomidorowa jest wyjątkowa :) Oczywiście ze świeżych pomidorów, które wcześnie prużę na masełku :) Następnie te pomidory i nie tylko ( ale o tym dokładniej to kiedy indziej;) ) miksuję. Zazwyczaj robię to pałką ale dzisiaj zachciało mi się zrobić to w blenderze. Blender źle złożyłam, nie włożyłam uszczelki, i część zupy mi się wylało na blat, podłogę i na ... biały szlafrok. O szlak! No jakoś udało mi się to ogarnąć, dorobiłam kolejna porcję pomidorów i zupa stała na kuchence i dochodziła ;) To zabrałam się za kotlety: mięso rozbiłam, na patelni już się grzeje olej, kotleciki wytytłane w jajeczku i bułeczce, no to smażę :) W miedzy czasie zachciało mi się szybciutko ogarnąć kuchnię. I co, kotlety zaczęły się fajczyć. Rzucam wszystko i ratuję obiad męża. Nakombinowałam się, naskrobałam ... i kotlety uratowane. No to jeszcze tylko doprawię zupę śmietanką, ale ona bardzo chciała i się wylała! Byłam taka wściekła, że oberwało się i córce, i mężowi!. Za co? Zawsze znajdzie się jakiś powód!

Czyż nie jest to dowód na to, że przedmioty martwe są baaardzo złośliwa!
 
A teraz już wystarczy tych kulinarnych zwierzeń i zapraszam na zwiastun kolejnej stylizacji.  To miłego oglądania :)




                

       https://www.youtube.com/watch?v=kWA8x0UE2OI                                                                                                                                                                                                               

  


                       filmik i fot.:  Olimpia Rakowska