sobota, 22 sierpnia 2015

Reaktywacja :)



Ta stylizacja powstała dawno, dawno temu. Jak dawno? A no, bardzo dawno, lepiej nie rzucać cyframi bo i tak nikt nie uwierzy ;)
Najpierw były buty, które kupił mi mąż w ekskluzywnym butiku podczas naszego pierwszego pobytu we Włoszech. Po raz pierwszy zobaczyłam tam buty innego koloru niż czarny, brązowy, szary czy biały! No może jeszcze czerwony. Ale w kolorze limonkowym (wtedy powiedziałabym: jasno zielonym bo limonki na oczy nie widziałam) i to w dwóch odcieniach, to w życiu nie spotkałam! A tu proszę nie dość, że dwa odcienie to do tego ten bajerancki obcas! I jeszcze miały inny czubek, był kwadratowy! No po prostu istny odlot! Czubek zmieniłam, bo tak 10 lat temu to nasz kraj na takie ekscesy nie był przygotowany. Teraz trochę żałuję, no trudno, ale trochę nim poszpanowałam ;) 
No to jak przywiozłam te buty to zaczęłam szukać do nich torebki; kiedyś buty i torebka obowiązkowo w tym samym kolorze! No i się udało. Leżała sobie w jakimś niepozornym sklepiku i nawet miała dobrą cenę, bo kto kupował torebkę w innym kolorze niż czarny czy brązowy? Torebka z butami w komplecie to można już było się pokazywać:) 
Przy okazji rodzinnej imprezy poszukiwałam odpowiedniej sukienki, najlepiej, żeby pasowała do kompletu: butów i torebki :) No i się trafiła, w sklepie od niedawna istniejącym i nikomu jeszcze nie znanym: Hexeline! W taki oto sposób powstał ów zestaw, w którym błyszczałam przy rodzinnym stole ;)
A teraz też się sprawdzi?



















   fot.:  Olimpia Rakowska




sukienka - Hexeline,
sweterek - Zara,
torebka - Wittchen,
buty - pamiątka z Włoch,
broszka - Deni Cler,
zegarek - Lacosta.