środa, 9 marca 2016

Żółć z oliwką.



Kiedyś takich spódnic miałam mnóstwo ;) Kiedyś takie spódnice po prostu się nosiło. Z koła, z półkola, plisowane, w fałdy, z wełny, z bawełny, na zimę i lato. Miałam je wszystkie :) Moda się zmieniła, spódnice gdzieś się rozpłynęły. Niektóre przerobiłam (uszyłam córce śliczne spodenki), niektóre przekazałam dalej, niektóre przepadły w czarnej dziurze, a niektóre leżą gdzieś w szafie na najwyższej półce ;D 
Były, minęły i ... wróciły! I chociaż ich lata świetności nie wrócą, to fajnie, że coraz więcej można je spotkać w sklepach i na ulicach.


Stylizacja: na tę spódnicę "z przed lat" natknęłam się w sieciówce i od razu wpadła mi w oko. Lubię ciekawą kolorystykę i niebanalny printy, takie rzeczy mój "szósty zmysł" natychmiast wyłapuje ;) I pomimo braku kieszeni (co jest dla mnie dużym mankamentem) i tak się znalazła w mojej szafie! Zarówno kolory jak i wzór sprawiają, że spódnica świetnie komponuje się z moją garderobą: z zielonym swetrem, z bordowym swetrem, z kremowa bluzką, z marynarką żółtą, zieloną, złotą, z białym t-shirtem ... i z mnóstwem innych rzeczy :) Także zamieszka ze mną na dłużej :)
Dzisiaj mojej spódnicy "po drodze" jest z żółtym - żółta marynarka, żółty szal i złote buty. Za to dodatki są w zieleni - oliwkowa torebka i butelkowa zieleń płaszcza. Gdzieniegdzie wyłania się krem, który nieśmiało spoziera spod marynarki. Trzy kolory - tak niewiele a tak wiele :)



















  Zdjęcia: Olimpia Rakowska


prochowiec - Zara,
żakiet - Camaieu (old),
bluzka - NN
spódnica - Mango,
buty - Zara,
 torebka - Gino Rossi,
szalik - NN,
kolczyki - Swarovski.