Fryzjer i ... koronka

sobota, 8 lutego 2014
data:post.title


Fryzjer to osoba, która wiąże się z wielkimi nadziejami ale i taka, która przysparza najwięcej stresu.  Ja na przykład zawsze idę w przekonaniu, że ten akurat fryzjer, którego polecała koleżanka z nienagannym uczesaniem, zrobi mi taką fryzurę, że cały świat padnie mi u stóp, że wreszcie będę miała na głowie to, o czym zawsze marzyłam - idealną fryzurę;-) 


No i wszystko zaczyna się idealnie: najpierw jest omówienie nowej fryzury, następnie mycie z cudownie relaksującym masażem głowy, który mógłby trwać wiecznie, potem delikatne rozczesywanie i błogie gmeranie we włosach. Zamykam oczy, pełny relaks! Z błogiego zamyślenia budzi mnie bardzo zadowolony z siebie fryzjer i …. szok! Co to jest! Miało być do połowy szyi a jest do połowy ucha! I czemu wyglądam tak jakbym miała na sobie hełm? I kolejny raz wychodzę wściekła!
Ale nie tracę nadziei, następnym razem się uda! :-)
Jak już zauważyliście, jakiś czas temu byłam u fryzjera i nie byłam zachwycona efektem końcowym! Przyszłam do domu prawie ze łzami w oczach, ale Majcia pocieszyła mnie i kiedy na drugi dzień umyłam włosy, okazało się, że jest dobrze. Teraz jestem zadowolona, ale potrzebowałam czasu by się oswoić z moją nowa fryzurą. Może następnym razem to będzie strzał w dziesiątkę, zachwyt od pierwszego wrażenia, może… hmm ok ... jestem trudnym klientem ... w dodatku chyba nie do końca jeszcze wiem, jak ta idealna fryzura ma wyglądać ... :(
Proszę, powiedzcie mi, że to znacie! Ktokolwiek?

Dzisiejsza stylizacja jest zdecydowanie spokojniejsza chociaż połączenie ciepłego golfu z delikatną koronką nie jest taką oczywistością. Do tego perły i kapelusz….  poczułam się jak dama :-)










                           fot. Olimpia Rakowska


płaszcz - 1-2-3, sweter i kapelusz - Zara, spódnica - mój pomysł, torebka - Gino Rossi, korale - Solar, buty -tutaj