Ten
post miał się pojawić wczoraj, ale nie wyszło. A to za sprawą książki, którą pożyczyła
mi Agatka. Taka tam beletrystyka, tytuł też nie wskazywał na fascynujące emocje,
jakich można doznać czytając chociażby „Przeminęło z wiatrem”, albo wzruszeń -
jak przy „P.S. Kocham Cię”. Ale się pomyliłam.
„Jeden
dzień” sprawił, że nie wstawałabym z
fotela, nie odbierała telefonów i najlepiej, żeby czas się zatrzymał. Siła, z
jaką mnie przyciągnęła ta lektura była tak wielka, że nie byłam w stanie się wyrwać z
magnetycznego kręgu, którym mnie otoczyła.